CzasPlocka: Jak idą przygotowania do Twojej walki na KSW 18?
Marcin Różalski: Do walki zostały niespełna dwa tygodnie więc już praktycznie po przygotowaniach, w trakcie których pracowałem nad aspektami taktycznymi, nad poprawą dynamiki, szybkości. Teraz pozostała już tylko kosmetyka.
CP: A jak wyglądały one do tej pory?
MR: Wcześniejszy okres przygotowań był bardzo podzielony: praca zapaśnicza, parterowa, boks, boks tajski. Im bliżej walki, tym robiliśmy treningi bardziej przekrojowe. Łączyliśmy na przykład boks z zapasami - tak aby jak najbardziej urozmaicić przygotowania. W końcu przyszedł czas żeby połączyć wszystko nad czym pracowałem.
CP: I teraz wchodzisz w fazę wyciszenia organizmu?
MR: Wyciszenie totalne zacznie się od najbliższej niedzieli. Wtedy właśnie przyjdzie czas na ostatni ciężki trening. Potem pozostanie na lekkie rozciąganie i rozruch. Tak, by być maksymalnie świeżym podczas walki.
CP: Mówisz o ciężkich treningach, a jak ciało sobie z nimi radzi?
MR: Najgorsze jest to, że umysł, który sam w sobie się nie męczy, dalej chce poprawiać formę, potrzebuje więcej ćwiczeń, natomiast ciało odmawia posłuszeństwa. Nie da się go oszukać. Każdy ma swoją przydatność do spożycia. Wraz z biegiem lat wychodzą na jaw różne kontuzje. Nie ma co ukrywać, nie będę całe życie w progresji formy. Moją dzisiejszą dyspozycję, biorąc pod uwagę wcześniejsze starcia i przygotowania, określiłbym jako życiową. Tego wymaga ode mnie przeciwnik. Właśnie dlatego sądzę, że długo jej nie utrzymam. Po walce czeka mnie długa przerwa.
CP: Co możesz powiedzieć o swoim przeciwniku?
MR: Jerome Le Banner to żywa ikona. Zawodnik, na którego walkach się wychowałem i wzorowałem. Cały świat zachwycał się jego starciami, przebiegiem jego kariery. Dzięki niemu fundamenty K1 stały się takie mocne. Czuję wielki szacunek do niego, natomiast prawda jest taka, że wychodząc do ringu zostawię wszystkie te emocje w szatni. Będę chciał wygrać. Zresztą tak samo jak on. Wiadomo, że Le Banner nie przyjedzie do Płocka żeby przywieść przegraną walkę, a po to by poprawić bilans. Ja z kolei za wszelką cenę będę chciał aby moje wewnętrzne ego i notowania wzrosły. Zrobię więc wszystko by go pokonać.
CP: Le Banner to fighter, który tak jak ty preferuje walkę w stójce. Jaka jest taktyka na tego kolosa? Sprowadzenia do parteru?
MR: Na pewno tak. Jeśli walka w stójce nie okaże się wystarczająco skuteczna, to normalne, że pojawią się próby obalenia i kontynuowanie w parterze. I odwrotnie: jeśli dobrze będzie mi szło w stójce, to nie ma sensu pchać się w dół. Wszystko uzależnione jest od przebiegu walki. Taktyka oczywiście jest, ale prawda jest taka, że ta idzie w zapomnienie kiedy coś zaczyna się psuć. Jeśli walka nie układa się po twojej myśli, to musisz dostosować się do sytuacji.
CP: Wcześniejsze walki w KSW wygrałeś przez TKO - przez kontuzję przeciwników. Czy starcie z "Różalem" powoduje ból?
MR: Pewnie [śmiech]. W pierwszej mojej walce na gali KSW, mój przeciwnik Marcin Bartkiewicz doznał kontuzji. Ja byłem gotowy kontynuować - on nie. Mówiłem o tym nie raz w kuluarach: sędziowie i lekarz dopuszczali mojego przeciwnika do walki, lecz nie było już chęci ze strony rywala. Przepraszam, że tę walkę wygrałem, choć większość moich pseudo fanów oczekiwało, iż stanie się inaczej. Drugie starcie, z Siergiejem Szemietowem, było w ogóle dziwne - przecież najpierw miałem walczyć z jego bratem. Plan przeciwnika był prosty: ubić mnie w 20 sekund. Niestety tak się nie stało. Koncepcja przepadła, walka została podniesiona do stójki, a ja zacząłem sobie ją układać po swojemu. W tym momencie przeciwnik upada i symuluje naderwanie lewego bicepsa. Paradoks w tym wszystkim jest taki, że bił mnie prawą ręką, a zerwał sobie biceps lewy… Dobrze, nawet jeśli do kontuzji doszło przeze mnie, to jego ramie zepsuła moja głowa - bo w nią właśnie uderzał - a więc to ja wygrałem. Zresztą już podczas wychodzenia do walki widać było, że z tym bicepsem coś nie gra. Chciał mnie ubić w 20 sekund, nie udało się, przepraszam, że wygrałem.
CP: Ale pomimo tego oddałeś mu puchar...
MR: Tak. To wina adrenaliny, emocji, złości. Wtedy nie wiedziałem co tak naprawdę się stało. Uważałem, że skoro doznał kontuzji to właśnie z nią przegrał, a nie ze mną - choć jednocześnie nie uważałem się wtedy za osobę przegraną. Jasne, starcie nie poszło po mojej myśli na samym początku, lecz walka nie toczy się minutę czy dwie, lecz dziesięć minut. Poprzez oddanie nagrody chciałem pokazać, że nie ja wygrałem, tylko on przegrał z kontuzją. Najzwyczajniejszy w życiu gest fair play.
CP: Jak się czuje zawodnik, który po dwóch walkach w KSW walczy dla tej federacji w jednej z dwóch walk wieczoru?
MR: To nie do końca tak. Moja kariera to około 50 walk. Ta najnowsza to swoisty bonus. Jestem wdzięczny założycielom KSW, że doprowadzili do tej walki. Czuję się strasznie spełniony. To marzenie każdego zawodnika trenującego K1. Le Banner to ikona. Walka z nim to niesamowite wydarzenie. To uhonorowanie całej mojej kariery. Czuję, że całe moje życie było skierowane tak, aby doprowadziło mnie do tego momentu.
CP: KSW 18 odbędzie się w Płocku. Jakie to uczucie trenować z myślą, że już niebawem wystąpisz przed własną publicznością?
MR: Bardzo mieszane. Stoczyłem kilka walk przed swoją publicznością i wiem, że wtedy pojawia się chęć pokazania siebie z najlepszej strony za wszelką cenę. Człowiek pragnie dać dobry show, udowodnić, że przygotowania przyniosły sukces. Z drugiej strony to stres - bo przecież oglądają cię znajomi. Ta chęć zademonstrowania siebie może być zgubna. Jeśli chcemy czegoś za mocno, to często ma to odwrotne skutki. Te wszystkie odczucia mijają w ringu. Kiedy przechodzę przez liny jestem tylko ja i mój przeciwnik.
CP: A do tego momentu jak radzić sobie z presją - kibiców, płocczan, mass-mediów?
MR: Każdy sobie radzi w jakiś tam sposób. Nikt nie może powiedzieć, że niczego się nie boi. Choć w tym przypadku nie chodzi o strach, bo zawsze powtarzam, że jeśli człowiek czegoś się boi to tego nie robi. Uczucie przed walką porównywalne jest do każdego znaczącego wydarzenia w życiu, takiego jak chociażby matura i egzamin na prawo jazdy. Trzeba nauczyć się, że nie można się tym przejmować. Należy wpoić sobie myślenie, że ta chwila niebawem się skończy. Jeśli dziś byłaby "ta" sobota, wówczas myślałbym, że już za kilka godzin gala będzie przeszłością.
CP: Innymi słowy trzeba mieć mocną psychikę.
MR: W dzisiejszych czasach ten kto jest słaby psychicznie zostanie zniszczony. Twarda psychika to coś niezbędnego w każdej dziedzinie życia. Oczywiście w sportach walki jest to jeszcze bardziej spotęgowane.
CP: A co poza mocną psychiką jest potrzebne, aby odnieść sukces w tym sporcie?
MR: Niektórzy nazwą to szczęściem, inni fartem, a ja przeznaczeniem. Wierzę w przeznaczenie. Miałem dużo walk z wielkimi nazwiskami: Przemysław Saleta, Łukasz Jarosz, Tony Gregory. Były to starcia, które przegrywałem, a jednocześnie to one stały się pewną drogą, która pokazała mi czym jest pokora, a zarazem doprowadziły mnie do tej walki. Do tego momentu, który prawdopodobnie będzie jakimś przełomem w mojej karierze.
CP: Jaki jest do tej pory największy zawodowy sukces Marcina Różalskiego?
MR: To że walczę. Miałem poważny wypadek w wieku 18 lat. To że przeżyłem to sukces, to, że chodzę - ogromny sukces, a to, że walczę, to już zaprzeczenie wszystkiego co znane we współczesnej medycynie.
CP: To jednocześnie największy życiowy sukces?
MR: Czy życiowy? Nie. Moim największym życiowym sukcesem jest moja rodzina, moi przyjaciele, to że w wieku 34 lat mam swoje mieszkanie, dwa psy, samochód, swój klub, kobietę z którą planuję przyszłość. Walczę dla największej federacji w Europie. Mam zdrowych rodziców, którzy wychowali mnie w dobry sposób - nie bili, ale też nie byli nadgorliwi. Wyjście z wypadku nie jest życiowym sukcesem. Już bardziej jest nim to, że rodzice przy mnie wtedy byli. Rodzina to mój sukces życiowy.
CP: Przed tobą zatem cel twojej zawodowej kariery, a co później?
MR: Nad tym się będę zastanawiał później. Może zginę podczas tej walki. To będzie moja największa walka życia, która może skończyć się największą kontuzją. Nie wybiegam tak daleko w przyszłość. Skupiam się na tym co jest teraz.

Portal nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Komentarze wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo i regulamin będą usuwane.